www.glosmilicza.pl

:: Zamieszki przed komendą policji
Wiadomość dodana przez: jsl (2016-10-06 09:27:18)

16 rannych, w tym policjanci, powybijane szyby w gmachu policji i zniszczona ulica. To efekt zamieszek, do jakich doszło wieczorem we wtorek 4 października przed budynkiem KPP w Miliczu, przed którym zebrało się kilkuset młodych ludzi. Odpowiedzieli oni na internetowy apel głośnego działacza społecznego Zbigniewa Stonogi, który przyjechał do Milicza w sprawie 22-letniego Krystiana S. z Milicza. Mężczyzna 16 września doznał na terenie komendy policji urazu głowy i w stanie ciężkim przebywa w jednym z wrocławskich szpitali.
FOT:W związku z zamieszkami w Miliczu w tym dniu służbę pełniło o kilkudziesięciu policjantów więcej niż na co dzień. Milickich funkcjonariuszy wsparł oddział prewencji z Wrocławia  


Wiadomo, że 22-letni Krystian S. doznał urazu w budynku komendy. Policjanci twierdzą, że mężczyzna, który był nietrzeźwy, sam się przewrócił i uderzył głową o podłogę. Wątpliwości co do przebiegu wydarzeń ma jednak rodzina Krystiana S., a niejasności pojawiają się także w szpitalnej dokumentacji. Obecnie sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Wołowie. 
O wydarzeniu zaczęło być głośno, gdy napisała o tym „Gazeta Wrocławska”, a na Facebooku nagłośnił ją Zbigniew Stonoga, zwołując mieszkańców pod komendę policji, by razem z nim poszli po nagrania z policyjnego monitoringu pokazujące, jak wyglądał pobyt Krystiana S. w tym gmachu.
Już od godz. 13 pod komendą zaczęli się zbierać młodzi ludzie. W tym czasie Stonoga jechał z Warszawy do Milicza i cały czas podgrzewał atmosferę, wrzucając do Internetu filmiki, które młodzież na bieżąco odtwarzała na swoich telefonach komórkowych. „Jadę do Milicza. Ustawiamy się w kolejkę i idziemy do oficera dyżurnego zapytać, gdzie są nagrania z monitoringu” – pisał na swoim profilu. 
O godz. 19 pod komendą było już kilkaset osób! W tym czasie porządku pilnowało kilkunastu policjantów. Gdy w ich stronę poleciały butelki i jajka, policjanci stanęli w kordonie ubrani w kamizelki kamienioodporne, tarcze, pałki szturmowe i białe kaski ochronne. Na miejsce dotarł też Zbigniew Stonoga z rodziną Krystiana S. i wspólnie weszli do gmachu policji. Wtedy tłum ożywił się. Młodzi ludzie zaczęli wciskać zapalone znicze w okna komisariatu, ktoś zawiesił papierowy transparent z napisem „Policja UB Mordercy”. 
Ok. godz. 20 w stronę policjantów poleciały kamienie, petardy i szklane butelki, a potem betonowe kostki z rozebranego częściowo chodnika. Policjanci szybko zamknęli dla ruchu ulicę Kościuszki. – Gdy nawoływania policjantów do uczestników zgromadzenia, aby zachowywali się zgodnie z prawem, nie przyniosły efektu, funkcjonariusze zmuszeni byli użyć gazu i broni gładkolufowej z gumową amunicją – mówi asp. szt. Łukasz Dutkowiak z Biura Prasowego KW Policji we Wrocławiu. Do naszych policjantów dołączyły oddziały prewencji z Wrocławia. O godz. 22.30 przed komendą stały jeszcze kilkunastoosobowe grupy młodzieży, które rozeszły się w przeciągu godziny. Kilka najbardziej agresywnych zostało przez policję zatrzymanych. 
Jak ustaliliśmy, w wyniku zamieszek rannych zostało 6 policjantów i 10 młodych osób. 
Przed godz. 22 na profilu Zbigniewa Stonogi pojawił się kolejny film, na którym siedzi on w otoczeniu rodziny Krystiana S. i podsumowuje akcję. Potem opublikował zdjęcia młodych ludzi z ranami po gumowych pociskach. 
Co wydarzyło się na komendzie dwa tygodnie temu 
W piątek 16 września o godz. 22.30 miliccy policjanci podjęli interwencję na ul. 1 Maja w Miliczu, gdzie szarpało się dwóch mężczyzn. Na miejscu policjanci zastali dobrze im znanego 22-letniego Krystiana S., który siedział na pergoli, a obok leżały rozbite butelki. Jak mówił oficer prasowy milickiej komendy podinsp. Sławomir Waleński, pijany mężczyzna rozrabiał, pił piwo i wulgarnie się wyrażał. Za te wykroczenia powinien otrzymać mandat, ale ponieważ na nietrzeźwego mandatu nałożyć nie można, policjanci poinformowali Krystiana S., że sporządzą wniosek do sądu o ukaranie go. I na tym interwencja policji się zakończyła. 
Jak podaje policja, około północy Krystian S. zjawił się na komendzie policji w Miliczu. Stanął przed okienkiem dyżurnego policji i prosił, aby policjanci nie kierowali w jego sprawie wniosku o ukaranie do sądu, ale zamienili go na mandat. – Jednak stan nietrzeźwości, w jakim znajdował się mężczyzna, uniemożliwiał zastosowanie postępowania mandatowego. Stojąc przy okienku dyżurnego jednostki w miejscu ogólnodostępnym dla petentów, mężczyzna nagle stracił równowagę i upadając uderzył się w głowę – informuje policja. Funkcjonariusze udzielili mu natychmiast pomocy i wezwali pogotowie ratunkowe. Karetka zabrała Krystiana S. na izbę przyjęć do milickiego szpitala. – Mężczyzna był przytomny. W szpitalu zachowywał się agresywnie, był wulgarny wobec personelu medycznego i odmówił współpracy podczas badania. Lekarz prowadzący badanie stwierdził upojenie alkoholowe, powierzchowną ranę głowy (otarcie naskórka) oraz orzekł, że mężczyzna nie wymaga hospitalizacji – wyjaśnia policja dodając, że po zakończonym badaniu lekarz zwolnił mężczyznę do domu i pozwolił na przewiezienie go policyjnym radiowozem. Policjanci, po upewnieniu się, że w domu Krystiana S. są jego bliscy, odwieźli pijanego do domu, gdzie pozostawili go pod opieką ojca. 
W tym czasie w domu Krystiana S. przebywała też jego ciocia, która zauważyła, że jest z nim coś nie tak i o godz. 2 w nocy wezwała pogotowie. Trzy godziny później mężczyznę przetransportowano ze szpitala w Miliczu do szpitala we Wrocławiu z rozpoznaniem pourazowego krwiaka mózgu. W szpitalu przy ul. Fieldorfa przeszedł operację trepanacji czaszki i dalsze rokowania są niepewne. 
Całą sprawę nagłośniła w poniedziałkowym wydaniu „Gazeta Wrocławska” w artykule pt. „Upadł w komendzie. Czy to był wypadek?”, w którym opisuje dwie nieco odmienne wersje zdarzeń podane przez lekarza Pawła Świderskiego, który o północy badał Krystiana S. na izbie przyjęć, oraz przez policję. Przytoczono też zapis z dokumentu sporządzonego we wrocławskim szpitalu, który mówił o tym, że Krystian S. został „znaleziony na ulicy, pijany, zawieziony do domu, tam upadł”. W artykule wypowiada się również siostra Krystiana S., która stwierdza, że policjanci zostawili w domu półmartwego brata, a wrocławscy lekarze „operowali trupa”. 

Czy Milicz ma jaja?
Sprawa szybko stała się medialna, a osobiście zajął się nią Zbigniew Stonoga, przedsiębiorca i kontrowersyjny działacz społeczny. 
We wtorek rano na swoim profilu na Facebooku postawił ultimatum policji w Miliczu: „Do 15-tej dzisiaj czekamy na dostarczenie do prokuratury nagrań z monitoringu, a jak ich nie będzie, to ustawiamy się w kolejne do dyżurnego i pytamy go, gdzie one są, rozmowy nagrywamy na nasze telefony”. Zwracając się do policjantów, pytał: „Jak tam wasze ciśnionko rośnie? Ponoć dojeżdżają posiłki z Wrocka?”. W kolejnym poście pytał, „czy Milicz ma jaja” i czy „przyjedziecie do mnie na spotkanie do komendy?”. Stonoga wyjaśniał również internautom powody swojej interwencji oraz sposób jej prowadzenia: „Ponieważ nie mamy zgody na zgromadzenie, to ustawiamy się grzecznie w kolejce do pana dyżurnego, aby osobiście zapytać, co z nagraniami z monitoringu, wówczas nasze działanie nie może zostać uznane za nielegalne. Komenda Policji w Miliczu ukryła nagrania z monitoringu i nie chce ich wydać. Rozpoczynamy protest. Zapalamy znicze pod komendą, przysyłajcie video i zdjęcia, czekam. Zajmę się tą sprawą na prośbę siostry Krystiana”.
O monitoring pytała również nasza redakcja. Prokurator rejonowy w Miliczu Zbigniew Przysiężny wyjaśnił, że na jego wniosek 29 września sprawę przekazano decyzją prokuratora okręgowego we Wrocławiu do prokuratury w Wołowie. To standardowa procedura mająca na celu ewentualne wyeliminowanie zarzutów co do braku bezstronności miejscowej prokuratury. Prokurator w Wołowie potwierdziła nam, że w poniedziałek pod koniec dnia pracy wpłynęły akta z Milicza i obecnie trwają czynności śledcze w tej sprawie w celu wyjaśnienia okoliczności, w jakich pokrzywdzony doznał obrażeń głowy. Zapytana o monitoring pani prokurator podała, że do jej prokuratury taki dowód nie wpłynął. – Ale we wtorek zażądaliśmy wydania zapisu monitoringu znajdującego się w komendzie w Miliczu – dodała, zapewniając przy tym, że prokuratura robi wszystko, co możliwe, by sprawę wyjaśnić. Tymczasem, jak poinformowali nas policjanci w Miliczu i we Wrocławiu, w milickiej komendzie monitoring znajduje się wyłącznie w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych oraz przed wejściem na komendę. Nie ma natomiast monitoringu w części ogólnodostępnej, przeznaczonej do obsługi interesantów. 
Po południu we wtorek policja wydała oświadczenie w tej sprawie, opisując cały przebieg feralnych zdarzeń z udziałem Krystiana S. Niestety, nie zapobiegło to zbiegowisku pod gmachem policji, które przerodziło się z czasem w regularne zamieszki.
W trakcie zamieszek głos na Facebooku zabrał ponownie Zbigniew Stonoga, który w otoczeniu rodziny Krystiana S. zapowiedział zbiórkę pieniędzy na opłacenie adwokata dla poszkodowanego miliczanina i jego bliskich. Powrócił również do kwestii kluczowego zapisu z monitoringu: „Siostra Krystiana nagrała kłamliwe oświadczenie policjanta. Policja obarcza winą za utratę materiału dowodowego w postaci nagrań z monitoringu prokuraturę. Komendant policji zarzuca, że prokuratura nie wystąpiła o to nagranie, więc po 14 dniach się nadgrało i już go nie ma”. 
Alicja Szczepańska-Sikorska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5142