www.glosmilicza.pl

:: Gmina Milicz rezygnuje z 6 inwestycji
Wiadomość dodana przez: jsl (2017-09-21 10:46:00)

Rada Miejska w Miliczu na sesji 14 września dokonała znaczących zmian w tegorocznym budżecie gminy. Z powodu braku dofinansowania zewnętrznego lub z powodu wysokich cen oferowanych w przetargach zrezygnowano w tym roku z 6 inwestycji o łącznej wartości ponad 9,6 mln zł. 

W wyniku korekty budżetu zaplanowane na ten rok dochody gminy zostały zmniejszone o 6 mln 620 tys. zł do kwoty 101 mln 190 tys. zł, natomiast wydatki pomniejszono o 8 mln 620 tys. zł do kwoty 105 mln 340 tys. zł. Po korekcie budżetu gmina zamierza zrealizować inwestycje na kwotę ok. 13,3 mln zł zamiast pierwotnie planowanych 22 mln zł. Zrezygnowano z przebudowy drogi gruntowej w Pogórzynie za 2,5 mln zł (brak dofinansowania), termomodernizacji trzech szkół – SP1 i SP2 w Miliczu oraz SP Sułów za 4 mln 50 tys. zł (zbyt wysokie ceny w przetargach), modernizacji Ośrodka Kultury w Miliczu za 2 mln 635 tys. zł (zbyt wysokie ceny w przetargach) oraz z wyposażenia pracowni szkolnych w wiejskich szkołach za 430 tys. zł (brak dofinansowania). 
Zwiększono natomiast o 130 tys. zł, do kwoty 480 tys. zł, pulę pieniędzy przeznaczoną na przebudowę drogi Milicz–Kąty, a także wprowadzono do budżetu nową inwestycję – wykonanie za 24 tys. zł dokumentacji na przebudowę drogi w Niesułowicach. 

Na ścieki, zamiast na drogi
Burmistrz, który na sesji był nieobecny, zaproponował też Radzie Miejskiej zwiększenie o 126 tys. zł, do kwoty 1 mln 326 tys. zł, puli pieniędzy przeznaczonej na budowę drogi we Wszewilkach, a także zwiększenie o 50 tys. zł, do kwoty 150 tys. zł, puli pieniędzy na modernizację drogi w Miłosławicach. Temu zamysłowi sprzeciwił się jednak radny Andrzej Nestoruk, przewodniczący komisji budżetowej. Jak argumentował, w przypadku drogi we Wszewilkach w budżecie gminy jest już na tę inwestycję zarezerwowana kwota 1,2 mln zł, a jej zwiększanie o dodatkowe 126 tys. zł jest „ruchem zbędnym”, gdyż i tak wszystkich tych pieniędzy nie wyda się w tym roku. Natomiast w przypadku drogi w Miłosławicach radny wskazywał, że inwestycja ta jest całkowicie realizowana ze środków własnych gminy (bez żadnej dotacji), a gmina ma wiele innych potrzeb czekających na sfinansowanie. – Odbędzie się to kosztem innych inwestycji, na które przyznane są dotacje i gdzie należy dołożyć pieniądze – dowodził radny. Proponował też, aby kwotę 176 tys. zł, które burmistrz zamierzał przeznaczyć na zwiększenie puli obu tych inwestycji drogowych, przeznaczyć na wydatki bieżące, a konkretnie na zapłatę spółce PGK za ścieki, gdyż – jak stwierdził – już teraz widać, że w budżecie zabraknie na to pieniędzy. Oba wnioski radnego Nestoruka zostały poddane pod głosowanie i oba uzyskały większość głosów. 

Radni pytają i oświadczają
Pod koniec sesji radni mieli szereg pytań do włodarzy gminy. Alicja Szatkowska pytała, czy w Urzędzie Miejskim w Miliczu nadal pracuje Michał Gołąb – zastępca kierownika wydziału oświaty Urzędu Miejskiego w Miliczu, który obecnie zatrudniony jest w OSiR-ze w Wołowie. Tu odpowiedział wiceburmistrz Sławomir Strzelecki, informując, że Michał Gołąb nadal jest zatrudniony, lecz do końca września przebywa na urlopie bezpłatnym, wobec czego nie pobiera wynagrodzenia. Radna dociekała też, według jakiego klucza na Festiwalu Karpia w Miliczu dobierano VIP-ów do namiotu, gdzie – jak stwierdziła – „żywiono za darmo, czyli za nasze pieniądze”. Tu odpowiedzi udzielił kierownik Dariusz Duszyński z wydziału oświaty i promocji, który poinformował, że wyżywienie oferowane w namiocie dla VIP-ów zostało zakupione z pieniędzy pozyskanych od sponsorów, których w sumie nazbierało się 40 tys. zł. 
Z kolei Mariusz Owczarek poinformował, że nadal nie otrzymał od burmistrza Lecha odpowiedzi na pisemnie do niego skierowane pytanie. – Pytałem, jakie są koszty finansowania darmowej gazety Milicka.pl, która kreuje pozytywny wizerunek burmistrza, a szkaluje opozycję – mówił radny. 
Wiele czasu zajęło też wystąpienie radnego Cezarego Sierpińskiego, który z mównicy polemizował z argumentami burmistrza Piotra Lecha oraz marszałka Cezarego Przybylskiego przeciwko oddaniu Lasom Państwowym spółki Stawy Milickie, zawartymi w artykule opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”. – W tych wypowiedziach panowie ci szkodzą społeczeństwu milickiemu – spuentował radny. Przydługą wypowiedź radnego wielokrotnie usiłowała bezskutecznie przerwać przewodnicząca Rady Halina Smolińska, powołując się na statut gminy, gdzie radnemu przysługuje jedynie 5-minutowe zabranie głosu, podczas gdy wystąpienie radnego Sierpińskiego trwało pół godziny. 
Na koniec radny Leszek Żuber zabrał głos w sprawie spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych przy szpitalu w Miliczu, odnosząc się do wniosku właściciela spalarni – bełchatowskiej spółki Eco-ABC, która wystąpiła do burmistrza o wprowadzenie zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Wniosek ten radny nazwał bezczelnym, bo – jak stwierdził – najpierw spółka Eco-ABC nielegalnie rozbudowała sobie spalarnię, a teraz występuje do gminy, żeby pod tę nielegalną rozbudowę uaktualnić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Radny Żuber, który należy do komitetu protestacyjnego „Stop spalarni” poinformował też, że wraz z prawnikami przygotowuje pismo do wojewody z wnioskiem o zweryfikowanie decyzji w sprawie dalszego funkcjonowania w Miliczu tej spalarni. – Dziś jest zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców naszego miasta. Dziś od nas zależy, jak wyglądać będzie życie miliczan – stwierdził. Radny mówił też, że ma żal do burmistrza Lecha oraz do starosty Osmelaka, że nie przyszli na spotkanie pod spalarnię podczas kręcenia przez stację Polsat materiału interwencyjnego w tej sprawie. Jak mówił, ma też żal do władz samorządowych, że w ogóle nie włączają się w sprawę spalarni, co wytknęła też – jak dodał – wicemarszałek Ewa Mańkowska podczas spotkania w Urzędzie Marszałkowskim. Tu przewodnicząca Smolińska stwierdziła, że samorządy nic nie mogą zrobić, bo decyzje w tej sprawie zapadają „wyżej”, przypomniała też, że rok wcześniej Rada Miejska w Miliczu przegłosowała stanowisko w tej sprawie, natomiast Prokuratura Rejonowa w Środzie Śl. bada sprawę spalarni. – Najbardziej intrygujące jest to, że sprawa toczy się od 3 lat, a rozwiązania nie ma. Trzeba zadać sobie pytanie, z czego to wynika? – spuentowała przewodnicząca.

Grażyna Szczepaniak-Antosik




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5307