www.glosmilicza.pl

:: Rezydenci z Milicza popierają protest
Wiadomość dodana przez: jsl (2017-10-19 09:43:13)

Młodzi lekarze rezydenci pracujący w milickim szpitalu popierają protest głodowy, jaki od 2 października prowadzą ich rówieśnicy w Warszawie. – Chcemy przede wszystkim zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i zwiększenia liczby rezydentów oraz lekarzy. Teraz jest nas tak mało, że musimy obstawiać dyżury na oddziale i w przychodni oraz pracować w wieczorynce idąc z jednej pracy do drugiej, bez chwili wytchnienia – mówią rezydenci milickiego szpitala.

Od 2 października trwa w stolicy protest głodowy lekarzy rezydentów. To lekarze, którzy skończyli 6-letnie studia na kierunku lekarskim, zdali egzamin końcowy lekarski, odbyli 13-miesięczny staż podyplomowy i są w trakcie robienia kilkuletniej specjalizacji. 
Młodzi lekarze domagają się realnych rozwiązań dla poprawy stanu publicznego systemu ochrony zdrowia. Najważniejszym ich postulatem jest wzrost finansowania służby zdrowia do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat. To europejskie minimum, które pozwoli na skrócenie kolejek i odbudowę kurczących się z każdym rokiem kadr medycznych. 
Protestujący domagają się również likwidacji biurokratycznych absurdów, poprawy warunków pracy oraz przywrócenia pacjentom i pracownikom ochrony zdrowia poczucia godności i bezpieczeństwa. Lekarz obciążony jest tzw. papierologią, którą nakłada na niego NFZ. Szpitale mają za mało środków na miejsca specjalizacyjne. Za pensję w szpitalu trudno utrzymać rodzinę, nie mówiąc o dokształcaniu.
W całym kraju pracownicy ochrony zdrowia organizują akcje solidarności z głodującymi. Protest popierają również lekarze rezydenci zatrudnieni w milickim szpitalu. Obecnie na oddziałach szpitalnych w Miliczu pracuje 11 rezydentów. 
– Popieramy ten protest, w którym na pierwszym miejscu walczymy o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, a co za tym idzie, zwiększenie liczby rezydentów i lekarzy – mówią rezydentki w trakcie specjalizacji z pediatrii, Katarzyna Lech-Badłak i Małgorzata Lubieniecka. 

Młodzi lekarze są przepracowani
Katarzyna Lech-Badłak na oddziale dziecięcym pracuje codziennie w godz. od 8 do 15. Gdy ma dyżur 24-godzinny, pracę na oddziale zaczyna o godz. 8 i kończy rano następnego dnia. W czasie dyżuru jest sama, jedynie w kontakcie telefonicznym ze starszym lekarzem dyżurnym. W tym czasie nie tylko zaopatruje oddział dziecięcy, ale również noworodkowy oraz Izbę Przyjęć dla dzieci. Poza pracą na oddziale pracuje jeszcze w przychodni PZZLA w poradni dziecięcej, gdzie przyjmuje dzieci chore i zdrowe pod kątem bilansu zdrowia i szczepień ochronnych. Do tego dochodzi praca na wieczorynce, zapewniającej opiekę od godz. 18 do godz. 8 rano w dni powszednie oraz całodobowo w weekendy i święta. – Poza pracą na oddziale i w przychodni w tym tygodniu spędzę jeszcze w szpitalu sobotę i niedzielę, bo brakuje lekarzy do pracy w wieczorynce. Chcemy, aby lekarze mogli skupić się na jednym zadaniu, a nie kilku. By było nas więcej i by pensja za pracę na etacie wystarczała na godne życie – dodaje lekarka rezydentka. 
Teraz za pracę z dyżurami na oddziale i w przychodni młodzi lekarze zarabiają ok. 4 tys. zł na rękę. A za pracę tylko na oddziale otrzymują 2,2 – 2,4 tys. zł na rękę. 

„Tak nie można”
– Wiemy, że jesteśmy na początku swojej kariery. Ale też żyjemy tu i teraz. Mamy po 30 lat, rodziny, dzieci, do których musimy zatrudniać opiekunki. Chcemy godnie żyć – zaznacza lek. Katarzyna Lech-Badłak, której wpis na Facebooku odbił się szerokim echem. Lekarka napisała: „Kiedy po 24-godzinnym dyżurze na dwóch oddziałach jednocześnie nie wracam do domu, tylko idę do kolejnej pracy – nikogo to nie dziwi. Kiedy po dwóch dniach nieobecności odbieram z przedszkola moje dziecko, które nie przestaje ściskać mojej szyi, to też specjalnie nikogo nie dziwi. Kiedy mama mojego pacjenta, mijając mnie po raz setny w ciągu jednego dyżuru na szpitalnym korytarzu zadaje pytanie „Pani czasami wychodzi do domu...?”, to nawet mnie to jeszcze śmieszy. Kiedy tłumaczę swojej własnej babci, że to nie chciwość, ale sytuacja w pracy zmusza mnie do pójścia na dyżur w sobotę i niedzielę, to nie może w to uwierzyć („Przecież tak nie można!”). No właśnie - tak nie można. Choć wszyscy przyzwyczailiśmy się do byjejakości w służbie zdrowia, do tego, że lekarze pracują ponad siły, że umierają w pracy, że w szpitalu brakuje wszystkiego, że pacjent musi mieć naprawdę dużo zdrowia, żeby chorować. To nie musi tak być! Jeśli chcemy być częścią Europy, to nie możemy mentalnie i systemowo tkwić w PRL-u! Liczę na Wasze –moich znajomych, moich pacjentów, moich starszych kolegów w pracy – zrozumienie”. Wpis miliczanki poparło wiele osób. 
O warunkach pracy mówi też druga rezydentka oddziału dziecięcego Małgorzata Lubieniecka, zwracając uwagę m.in. na wysokie koszty szkolenia i kursów specjalizacyjnych, w czasie których młodzi lekarze w znacznej części sami muszą pokrywać koszty dojazdu na szkolenie i nocleg. Trzydniowe szkolenie kosztuje średnio 700–1000 zł, a z zakresu USG – 2000 zł.  

Rezydentów popierają ich przełożeni
Protest rezydentów popierają też ich przełożeni, w tym kierownik oddziału dziecięcego szpitala w Miliczu, lek. med. Zyta Waniek-Michalak, specjalistka chorób dziecięcych i nefrologii, która wprost mówi, że rezydenci oprócz pracy na oddziale i w przychodniach, przymuszani są do pracy w wieczorynce, bo nie ma tam kto pracować. – W pełni popieram protest całego środowiska medycznego z powodu przepracowania, niedoszacowanych kosztów związanych z hospitalizacją pacjenta, niedoboru sprzętowego czy niskich zarobków – mówi kierownik oddziału dziecięcego. Jak dalej wyjaśnia, praca na oddziale pediatrycznym w Miliczu w 50 procentach opiera się na rezydentach. – Gdyby nie rezydenci, byłabym na tym oddziale sama – dodaje szczerze. Wcześniej na oddziale pracował jeszcze specjalista pediatrii Adam Szmigiel, ale już 3 lata temu odszedł ze szpitala. 
Lek. med. Zyta Waniek-Michalak zwraca też uwagę na niedobory pielęgniarek w milickim szpitalu dodając, że każda choroba pielęgniarki powoduje problem z ustaleniem grafiku. 

Alicja 
Szczepańska-Sikorska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5334