www.glosmilicza.pl

:: Miliczanie domagają się prawdy o spalarni
Wiadomość dodana przez: jsl (2018-11-16 09:36:16)

Emocjonujący przebieg miało 9 listopada otwarte spotkanie dotyczące milickiej spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych. Przybyli miliczanie mówili, że spalarnia truje mieszkańców, nie posiada wymaganych pozwoleń, i zasypywali obecnych na zebraniu przedstawicieli spółki Eco-ABC gradem pytań, z których wiele pozostało bez odpowiedzi.  

Było to już drugie otwarte spotkanie, które w sali Centrum Aktywności Lokalnej przy ul. Waresiaka 7 w Miliczu zorganizował Komitet Stop Spalarni, na czele którego stoi radny miejski Leszek Żuber, i Stowarzyszenie W Obronie Natury Doliny Baryczy, którego członkiem jest m.in. lekarka psychiatrii Barbara Skrzypczak z Kaszowa. Oba podmioty dążą do tego, by spalarnia z powrotem stała się wyłącznie spalarnią przyszpitalną. 
Na spotkanie przybyło 12 osób, w tym radni Leszek Żuber i Andrzej Nestoruk, Janisław Kaczmarek, Mariusz i Wioleta Owczarkowie oraz mieszkańcy Kaszowa pod Miliczem i pobliskiego osiedla SM Barycz. Po drugiej stronie sali zasiedli reprezentanci właściciela spalarni w Miliczu, którą jest bełchatowska spółka Eco-ABC – architekt i dwóch pracowników biurowych.
Przez blisko 2 godziny miliczanie zasypywali przedstawicieli spółki Eco-ABC konkretnymi pytaniami dotyczącymi funkcjonowania spalarni w Miliczu. 

Nie znacie odpowiedzi
Na początku pytali głównie Janisław Kaczmarek i Leszek Żuber, którzy podkreślali m.in., że milicka spalarnia nie ma uporządkowanej gospodarki wodno-ściekowej, i pytali, jak spółka odprowadza ścieki ze spalarni. 
– A skąd państwo, jako spalarnia, bierzecie wodę, bo okazuje się, że nie ma was w rejestrze i nie figurujecie jako instytucja pobierająca wodę, a ZUK nie wystawia wam rachunków. Jeżeli nie pobieracie wody z ZUK-u, to na jakiej podstawie rozliczacie się i odprowadzacie ścieki? Takich i innych pytań są tysiące – mówił Leszek Żuber, ale przedstawiciele Eco-ABC milczeli. 
Radny kontynuował, dopytując o umowę zawartą przez spalarnię z PGK „Dolina Baryczy” na odprowadzanie ścieków przemysłowych do sieci komunalnej. – Nie znam szczegółów zapisów tej umowy – bronił się pracownik spółki. 
– Przyjeżdżacie kolejny raz na spotkanie w Miliczu, reprezentujecie inwestora, i nadal nie znacie odpowiedzi na podstawowe pytania, jak funkcjonuje spalarnia – denerwował się J. Kaczmarek. 

Przekroczone normy
W dalszej dyskusji zebrani podkreślali, że milicka spalarnia rażąco narusza przepisy i nie ma racji bytu w Miliczu, na terenie którego istnieje park krajobrazowy i rezerwat przyrody. – Odprowadzanie niekontrolowane ścieków przez oczyszczalnię, która tego nie utylizuje, godzi w ekosystem naszych stawów! Niedługo dojdzie do tego, że karpia milickiego, który ma swoją markę ogólnopolską, nikt nie będzie chciał kupić, i czyja to będzie zasługa? Bo kto będzie chciał sobie kupić milickiego karpia z dioksynami i furanami? – pytano na spotkaniu. 
Podczas spotkania okazało się, że od piątku 9 listopada do poniedziałku 12 listopada w spalarni odbywały się kolejne pomiary kontrolne. Jak ustaliliśmy, WIOŚ przeprowadził je, by sprawdzić, czy usunięto wcześniejsze naruszenia, i obecnie prowadzi postępowanie administracyjne w związku z wnioskiem spółki Eco-ABC o podjęcie wstrzymanej działalności. 
Przypomnijmy, że pierwsze pomiary kontrolne miały miejsce w połowie sierpnia, ale jakie były ich wyniki przedstawiciele spółki nie ujawnili. Za to odnosząc się do decyzji WIOŚ wstrzymującej działalność spalarni, podgrzali emocje stwierdzając, że zastanawiających jest kilka faktów: – Począwszy od parametrów, a skończywszy na terminie pojawienia się tej decyzji. Czy nie dziwnym jest fakt, że pojawiła się ona na chwilę przed wyborami? Czy nie dziwny jest fakt, że przekroczone są według opinii 2 parametry, a większość jest w normie, bo bada się 20 parametrów? – mówił jeden z przedstawicieli bełchatowskiej spółki. 
Na tak postawione pytania odpowiedziała Barbara Skrzypczak, która stwierdziła, że wystarczy, iż „jedna trucizna przekroczona jest w sposób znaczny, to stanowi zagrożenie dla naszego zdrowia i życia”. – Na początku spalaliście siedem razy mniej odpadów. Jestem przekonana, że w okresie, kiedy zaczęliście spalać więcej, już przekraczaliście normy. Ile i przez jaki okres były wysokie wartości toksycznie, nikt nam tego dziś nie powie, bo nikt tego nie badał, choć to wy powinniście to robić – mówiła lekarka. W odpowiedzi goście zapewniali, że instalacja spalarni jest monitorowana w systemie ciągłym, czemu zebrani nie dali wiary. – Czyli chce mi pan wmówić, że cały czas było pięknie i ładnie i nagle piorun z jasnego nieba strzelił i macie aż 28-krotne większe przekroczenie norm. Jak żyję, większej bzdury nie słyszałem – puentował radny Żuber. 
– Budujecie obraz przedsiębiorstwa Eco-ABC jako diabła wcielonego, winnego wszystkim zagrożeniom i stanowiącego przyczynę wszelkich niepowodzeń w społeczności. Obwiniacie nas o całe zło – bronili się przedstawiciele spółki. W odpowiedzi zebrani zarzucili przedstawicielom po raz kolejny, że nie przestrzegają prawa w żadnym calu, jeśli chodzi o spalarnię. – Wy nie przestrzegacie też wartości etycznych, dla was życie nasze nie ma znaczenia – mówiła lek. Skrzypczak. 

Będzie trzecie spotkanie
Atmosfera gęstniała z minuty na minutę i na sali było coraz głośniej, a gościom z Eco-ABC wielokrotnie przerywano lub nie dopuszczano do głosu. Wtedy salę opuściła pani architekt.  
– Państwo macie odpowiedzi na pytania, które zadajecie. Chcecie nas zmusić do mówienia rzeczy, których my mówić nie chcemy przed dokonaniem się pewnych czynności formalnych, a państwo dalej przyciskacie nas do ściany. Ja mówię tylko tyle, zróbmy coś wspólnie, a na wasze pytania odpowiemy, jak będziemy mieli dokumenty – mówili przedstawiciele spółki, zapraszając obecnych do złożenia wizyty w spalarni.
– Spalarnia jest zagrożeniem dla środowiska i nie mogę wierzyć w wasze dobre intencje. Bo jeżeli takie byście mieli, to funkcjonowalibyście w Miliczu zgodnie z prawem. Tymczasem wy nie potraficie nam odpowiedzieć na podstawowe pytania, czy macie takie czy inne pozwolenia – mówił Leszek Żuber.   
Zanim pozostali dwaj pracownicy spółki opuścili zebranie, zapewnili przybyłych, że są otwarci na współpracę. 
Trzecie spotkanie odbędzie się 7 grudnia i, jak dodali goście, ma przyjechać na nie prezes spółki, który udzieli zebranym informacji „z pierwszej ręki”. Zaproszony zostanie też burmistrz Piotr Lech, który, jak zauważyli zebrani, w swoim programie wyborczym zapewnił podjęcie działań na rzecz zamknięcia spalarni. 

Alicja Szczepańska-Sikorska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5523