www.glosmilicza.pl

:: Posłanka PiS w Miliczu
Wiadomość dodana przez: jsl (2019-04-04 10:25:32)

Podczas spotkania miliczan z posłanką PiS Mirosławą Stachowiak-Różecką 28 marca padło wiele słów na temat spalarni i na temat zbliżającego się strajku nauczycieli. Posłanka jasno stwierdziła, że nie ma mowy, by nauczyciele dostali tysiąc złotych podwyżki, bo państwa na to nie stać.

Na spotkanie z cyklu „Polska Sercem Europy” do restauracji Parkowa w Miliczu przybyło ponad 50 osób. Za stołem prezydialnym, obok poseł i prezes zarządu okręgowego PiS we Wrocławiu Mirosławy Stachowiak-Różeckiej zasiedli członkowie zarządu PiS w Miliczu: Leszek Szatkowski, Janusz Łabuda, Stanisław Babiarz i przewodnicząca PiS w Miliczu Jolanta Szczuraszek, która była gospodarzem spotkania. Na spotkanie przybyli m.in.: radna miejska i przewodnicząca MWS Dorota Folmer, dyrektor szkoły w Kuźnicy Czeszyckiej Krzysztof Gracz, szef klubu Gazety Polskiej Mariusz Urbańczyk, Józef Urbańczyk, a także Leszek Banaszek, Władysław Bęben i Grzegorz Lis z Solidarności Rolników Indywidualnych, oraz Małgorzata Walniczek, Dariusz Mencel, Ireneusz Wołyniak, Tadeusz Jóźków, Witold Tomaszewski, Ireneusz Abrantowicz, Sławomir Jachimowski, Zygmunt Klanowski, Ireneusz Partyka, Adam Kustra, Kazimierz Wójtowicz i inni. 
– Przed nami czas trudny, pracowity. Najpierw wybory do europarlamentu, a potem do polskiego parlamentu. Będą się decydować losy naszej ojczyzny i tego, czy będzie kontynuowana polityka zmian i reform, sprawiedliwych zmian dla Polski, wprowadzonych przez PiS, czy też Polacy wybiorą inaczej – mówiła poseł Mirosława Stachowiak-Różecka.  

O zdradach i spalarni
O sytuacji politycznej w Miliczu mówiła radna Dorota Folmer, która po wyborach samorządowych wraz z 10 radnymi opozycyjnymi utworzyła większość w Radzie Miejskiej. Jednak większość tę opozycja straciła, bo według D. Folmer doszło do zdrady wśród radnych, a nawet można mówić w Miliczu o „epidemii tych zdrad”. Gdyby nie to, istniała szansa na pokonanie Platformy Obywatelskiej. Mirosława Stachowiak-Różecka stwierdziła, że w wielu miastach na Dolnym Śląsku zdarzają się takie sytuacje, ale najważniejsze jest to, żeby „główny pion działaczy Prawa i Sprawiedliwości wiedział, jakie jest jego zadanie, i żeby wokół niego pojawiali się nowi i chętni do pracy członkowie”. – I ja taki potencjał w Miliczu widzę, i jestem przekonana, że naszych członków będzie coraz więcej – mówiła, zapraszając do wstępowania w szeregi PiS-u. 
Dorota Folmer pytała też posłankę, co udało się zdziałać w sprawie milickiej spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych, która truje mieszkańców i do tego stanowi samowolę budowlaną. – My nie chcemy tej spalarni regionalnej, nie chcemy być śmietnikiem regionu – podkreślała D. Folmer, przypominając, że pod protestem dotyczącym zamknięcia spalarni, który wpłynął do Ministerstwa Środowiska 15 marca, podpisało się blisko 1800 mieszkańców Milicza.
Posłanka poinformowała, że wysłała pismo do ministra środowiska Henryka Kowalczyka i w odpowiedzi padła deklaracja, iż decyzja marszałkowska o cofnięciu pozwoleń spółce ECO-ABC zostanie podtrzymana. – Jest wsparcie i zrozumienie wszystkich posłów. Inni posłowie też mnie wsparli w rozmowie z panem Kowalczykiem. Mam nadzieję, że wszystko jest na dobrej drodze i że ten problem będzie już tylko wspomnieniem. Ale rękę na pulsie trzeba trzymać, podpisy zbierać i działamy dalej – mówiła Stachowiak-Różecka. 
Do sprawy spalarni odniósł się też Ireneusz Abrantowicz: – Ubolewam nad tym, że w Polsce nadal prawo jest silne wobec słabych, a słabe wobec silnych. Jak to możliwe, że przez 3 lata, kiedy rządzi PiS, nie można było nic zmienić w tej sprawie i spalarnia nadal działa? Tu jest pokazana słabość państwa, że bossowie mogą sobie lawirować – mówił, by za chwilę domagać się od posłanki sprawiedliwości w sprawie Piotra Rybaka, który za spalenie kukły ma wyroki i idzie do więzienia. – A tymczasem cwaniacy z KOD-u mogą robić sobie co chcą – dodał.

O strajku nauczycieli 
Temat edukacji i strajku szkół wywołał członek PiS Sławomir Jachimowski. Mirosława Stachowiak-Różecka najpierw stwierdziła, że bez dobrych wynagrodzeń naszymi dziećmi nie będą się zajmować najlepsi nauczyciele, ale zaraz potem dodała, że mamy „całą mapę zaniedbań, zwłaszcza w sferze budżetowej”, bo za mało zarabia też listonosz, pani na poczcie czy urzędnicy. – Tych grup zaniedbanych przez lata i nie dość dobrze wynagradzanych jest więcej – mówiła, podając za przykład pensję specjalisty w Urzędzie Wojewódzkim, który za swoją odpowiedzialną, ośmiogodzinna pracę, zarabia 2 tys. zł. Mówiła też, że spora część zarobków nauczycieli 
zależy od lokalnej władzy, gdyż sprawy związane z edukacją są zadaniem własnym gmin, które mają obowiązek łożyć na szkoły z pieniędzy otrzymanych z lokalnych podatków. Stwierdziła też, że gdyby państwo dało nauczycielom 1 tys. zł podwyżki do pensji podstawowej, to samorządowcy, np. prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, nie będą w stanie znaleźć pieniędzy w swoim budżecie na dodatki do tej pensji. – Bo te dodatki są uzależnione od tej podstawowej pensji – mówiła, podając że średnie wynagrodzenia nauczycieli mianowanych i dyplomowanych we Wrocławiu i Lubinie wynoszą od 4  do 6 tys. zł brutto. – Nie wiem, jak się skończy ten protest. Nie ma mowy, by nauczyciele dostali 1 tys. zł podwyżki, bo nas na to nie stać – mówiła posłanka. 
– My w pierwszej kolejności skierowaliśmy strumień pieniędzy do najsłabszych i zlikwidowaliśmy biedę dzieci w Polsce. Następna grupa, która żyje często w biedzie, to są emeryci. I po kolei, pomału, a wszystkim będzie żyło się lepiej. I jak dacie nam państwo szansę, by dalej PiS mogło rządzić, to jestem przekonana, że i ta urzędniczka, i pani na poczcie, i także ten nauczyciel to wynagrodzenie w Polsce będzie miał coraz lepsze – zapewniała posłanka. 

Alicja Szczepańska-Sikorska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5556