www.glosmilicza.pl

:: Milicka spalarnia na szczeblu wojewódzkim
Wiadomość dodana przez: jsl (2019-05-23 10:16:13)

Sprawa funkcjonowania w Miliczu spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych była 21 maja przedmiotem obrad komisji ochrony środowiska Sejmiku Dolnośląskiego. Nieprzerwaną działalność spalarni, która działa niezgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i bez wymaganego pozwolenia na budowę, wiceprzewodniczący komisji przyrównał pod koniec posiedzenia do jeżdżącego od kilku lat po Miliczu kradzionego samochodu, prowadzonego przez kierowcę bez prawa jazdy, o czym wszyscy wiedzą, lecz nikt nic z tym nie robi.

Posiedzeniu komisji ochrony środowiska, które odbywało się w Urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu, przewodniczył pochodzący z Milicza radny wojewódzki Dariusz Stasiak, a w obradach wzięła udział kilkunastoosobowa delegacja z Milicza wraz z wicestarostą Sławomirem Strzeleckim, wiceburmistrzem Łukaszem Rokitą, prezes Sabiną Misiak ze spółki kanalizacyjnej PGK „Dolina Baryczy” i kierownik Ewą Bezpałko-Szmigiel z wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego. Obecni byli także przedstawiciele stowarzyszenia STOP Spalarni w Miliczu: milicki radny Leszek Żuber, Janisław Kaczmarek i milicka lekarka Barbara Skrzypczak, a także miejscy radni: przewodniczący Edmund Bienkiewicz, Alicja Szatkowska, Jadwiga Janczura i Paweł Wybierała oraz radna powiatowa Halina Góra. 
Gościem komisji był także dyrektor Piotr Błaszków z wydziału środowiska Urzędu Marszałkowskiego oraz naczelnik Maria Siwiak z wydziału inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, do której kierowano najwięcej pytań. W posiedzeniu uczestniczył też przedstawiciel bełchatowskiej spółki Eko-ABC, która jest właścicielem milickiej spalarni. 

Marszałek sobie, a WIOŚ sobie
Jak przypomniał na wstępie przewodniczący komisji D. Stasiak, 11 i 25 stycznia tego roku marszałek dolnośląski cofnął spółce Eko-ABC dwa najważniejsze pozwolenia związane z prowadzoną w Miliczu działalnością – na wprowadzanie przez spalarnię gazów i pyłów do powietrza oraz na przetwarzanie odpadów. Tymczasem Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) 28 stycznia, czyli 3 dni później, zezwolił bełchatowskiej spółce na wznowienie działalności, po tym, jak w sierpniu ub. roku nakazał natychmiastowe zamknięcie spalarni po stwierdzeniu znaczącego przekroczenia dopuszczalnych norm dioksyn i furanów – rakotwórczych związków bardzo niebezpiecznych dla zdrowia i środowiska. 
Przewodniczący Stasiak zarzucił wobec tego przedstawicielce WIOŚ, że instytucja ta wydała decyzję, która „zdewastowała” decyzje wydane kilka dni wcześniej przez marszałka. Przypomniał przy tym, że w świetle obowiązującego prawa instytucje państwowe mają obowiązek ze sobą współpracować, jeśli sprawa jest wielowątkowa i podlega przepisom z różnych dziedzin. 
Naczelnik Siwiak z WIOŚ nie zgodziła się jednak z przewodniczącym, informując, że spółka Eko-ABC usunęła przyczyny przekroczenia dopuszczalnych norm niebezpiecznych związków emitowanych do środowiska i WIOŚ w świetle obowiązującego prawa nie miał innego wyjścia, jak tylko wydać decyzję o wznowieniu działalności spalarni. Podkreśliła przy tym, że decyzja WIOŚ o wznowieniu działalności spalarni w niczym nie zaszkodziła decyzji marszałka, bo obie sprawy rozpatrywane są w innym trybie administracyjnym. – Eko-ABC ma obowiązek uzyskać pozwolenie marszałka niezależnie od pozytywnej decyzji WIOŚ – stwierdziła naczelnik. Jak z kolei poinformował dyrektor Błaszków z wydziału środowiska Urzędu Marszałkowskiego, spółka Eko-ABC odwołała się od decyzji marszałka do ministra środowiska, lecz mimo upływu 4 miesięcy minister nie podjął jeszcze żadnej decyzji. – Jeśli minister podtrzyma decyzję marszałka, która jest niekorzystna dla spółki Eko-ABC, to spółka może odwołać się jeszcze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – dodał dyrektor. Sprawa może więc jeszcze potrwać.

Każdy sobie rzepkę skrobie
Przewodniczący Stasiak mimo to dziwił się, że WIOŚ zezwolił na ponowne uruchomienie spalarni w Miliczu, mimo że wiedział o naruszeniach prawa przy modernizacji spalarni przez spółkę Eko-ABC, o niezgodności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego oraz o zastrzeżeniach zgłaszanych przez stowarzyszenie STOP Spalarni w Miliczu. Naczelnik Siwiak z WIOŚ broniła jednak swojego stanowiska stwierdzeniem, że w świetle obowiązującego prawa WIOŚ może podejmować decyzje tylko w kwestiach ochrony środowiska, lecz nie może tego robić, gdy ktoś łamie przepisy prawa budowlanego. – My nie możemy rozliczać spalarni pod kątem prawa budowlanego – podkreślała, dodając, że jedyne, co WIOŚ może wówczas zrobić, to zawiadomić odpowiednie instytucje o stwierdzonych nieprawidłowościach budowlanych. – To jest rzeczywiście paradoks – przyznała naczelnik Maria Siwiak.
Tu Dariusz Stasiak sarkastycznie zauważył, że jeśli ktoś postawi sobie samowolnie spalarnię na swoim podwórku, to WIOŚ, nie patrząc na ewidentne złamanie prawa budowlanego, przyjedzie dokonać pomiaru emitowanych zanieczyszczeń z tej spalarni pod kątem obowiązujących norm – jak normy będą w porządku, to zezwoli na działalność spalarni.

Miliczanie zabierają głos
O licznych nieprawidłowościach w funkcjonowaniu spalarni w Miliczu mówili natomiast miliczanie. Leszek Żuber, lider stowarzyszenia STOP Spalarni w Miliczu, retorycznie pytał, czy ktoś ze zgromadzonych może powiedzieć, że spalarnia w Miliczu działa legalnie, i przypomniał, że już od początku jej działalność jest nielegalna, bo niezgodna z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – plan ten bowiem nie przewiduje w tamtym miejscu istnienia spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych. Wytknął też, że kontrolerzy WIOŚ dokonywali pomiarów stężenia zanieczyszczeń na emitorze zainstalowanym w spalarni wbrew decyzji inspektora nadzoru budowlanego. – To jest chory system – spuentował. Z kolei Janisław Kaczmarek wypunktował nieprawidłowości związane z funkcjonowaniem milickiej spalarni: niezgodność z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, brak pozwolenia na rozbudowę spalarni, brak pozwolenia wodnoprawnego, a także łamanie przepisów dotyczących Parku Krajobrazowego, na terenie którego spalarnia funkcjonuje, a które to przepisy zabraniają wznoszenia tego typu instalacji na terenie chronionym. 
Głos zabrała również Barbara Skrzypczak, która wypowiadała się jako lekarka, informując, że od kilku lat w Miliczu odnotowywany jest wzrost zachorowalności wśród mieszkańców, infekcje u dzieci, które zwykle trwają 2 tygodnie, przedłużają się do 2-3 miesięcy, większa jest też zachorowalność na nowotwory. Milicka lekarka informowała przy tym, że dioksyny i furany, których przekroczone stężenie wykrył WIOŚ w milickiej spalarni przed jej zamknięciem w ubiegłym roku, są kancerogenne, kumulują się w organizmie, działają na ludzki płód, a skutki ich oddziaływania mogą się uzewnętrznić po bardzo długim czasie. Lekarka zwróciła też uwagę na powtarzający się od wielu lat w sprawie milickiej spalarni schemat – jedna lub druga instytucja publiczna wydaje negatywną decyzję, spółka Eko-ABC odwołuje się od tej decyzji, czas mija, a spalarnia cały czas działa. 
Głos zabrał także przedstawiciel firmy Eko-ABC, stwierdzając, że od kilku lat spółka „jest grillowana”, i zaapelował, by poczekać na rozstrzygnięcia prawne. – Są organy władzy państwowej i pozwólmy im działać – powiedział. 
Trwającą prawie 2 godziny dyskusję o milickiej spalarni podsumował radny wojewódzki i wiceprzewodniczący komisji ochrony środowiska Aleksander Skorupa, przyrównując działalność spalarni do kradzionego samochodu, który jeździ od kilku lat po Miliczu, prowadzi go kierowca, który nie ma prawa jazdy, wszyscy o tym wiedzą, lecz nikt w tej sprawie nic nie robi. – A inspekcja drogowa, która zatrzymuje go do kontroli, bada mu tylko spaliny – spuentował, nawiązując do roli Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w sprawie spalarni. 
Grażyna Szczepaniak-Antosik




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5566