www.glosmilicza.pl

:: Ciężka sytuacja w Domach Pomocy Społecznej
Wiadomość dodana przez: jsl (2020-04-16 10:44:43)

Dwóch mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Krośnicach z podejrzeniem zarażenia się koronawirusem trafiło do szpitala zakaźnego we Wrocławiu, a kolejnych dwóch jest izolowanych, podobnie jak kilkoro pracowników krośnickiego DPS-u. W DPS-ie w Miliczu jak na razie nie ma podejrzeń zarażenia koronawirusem, ale placówka boryka sie brakiem pracowników, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich.
Na zdjęciu: Dom Pomocy Społecznej w Krośnicach


W poniedziałek wielkanocny 13 kwietnia poinformowano starostę milickiego o tym, że dwoje pensjonariuszy Domu Pomocy Społecznej w Krośnicach z podejrzeniem zarażenia się wirusem COVID-19 trafiło do szpitala zakaźnego we Wrocławiu. U obu mężczyzn w wieku około 60 lat wystąpiła wysoka gorączka i po konsultacji z lekarzem wezwano karetkę pogotowia. Ambulans odwózł do Wrocławia najpierw jednego mężczyznę, a potem drugiego. Obaj mieszkali w innych, ale dwuosobowych pokojach. Stąd ich współlokatorów poddano izolacji na miejscu, w DPS-ie, a kilkoro pracowników, którzy mieli bezpośredni kontakt z tymi pensjonariuszami, przebywa obecnie na domowej kwarantannie. - Wszyscy z niecierpliwością czekamy na wyniki testów mieszkańców DPS-u. Po siedmiu dniach zostanie wykonany u nich drugi test i gdy wynik okaże się negatywny, to dopiero wtedy będzie można zwolnić personel DPS-u z kwarantanny domowej - informuje starosta milicki Sławomir Strzelecki. 
Z dyrektorką DPS-u w Krośnicach Katarzyną Stolarek udało nam się porozmawiać jeszcze przed świętami, gdy pytaliśmy o wprowadzone obostrzenia w związku z koronawirusem. Od 10 marca w krośnickim DPS-ie wprowadzony jest zakaz odwiedzin i nikt z zewnatrz, oprócz personelu, nie kontaktuje się z mieszkańcami. 
W DPS-ie w Krośnicach przebywa 152 pesjonariuszy, a opiekuje się nimi 60 osób, w tym 30 opiekunów. Dom nie posiada własnej kuchni, a wyżywienie w formie cateringu zapewnia im firma Malsad z Wierzchowic. 
Ze względu na zagrożenie epidemiczne wprowadzono zasadę, że kilkoro pracowników działu pielęgnacyjno-opiekuńczego, pracuje teraz wyłącznie w krośnickim DPS-ie i nie łączy tej pracy u innych podmiotów. - Pracownicy mają płyny do dezynfekcji rąk, rękawiczki, mierzymy wszystkim temperaturę ciała. Pracownicy koordynują też bieżące sprawy naszych mieszkańców, w tym m.in. przynoszą zakupy artykułów spożywczych, które przygotowuje jeden ze sklepów po złożeniu zamówienia. Zakupy przechodzą dwudniową kwarantannę, są przecierane, i dopiero wtedy trafiają do mieszkańców - mówiła nam dyrektorka DPS-u w Krośnicach. Pensjonariuszom zaleca się pozostanie w swoich pokojach, a jedynie w małych grupkach wychodzą na taras. Sami pensjonariusze, jak i ich rodziny, jak zapewnia nas dyrektor, rozumieją sytuację i wprowadzone ograniczenia.   
- Ze względu na obecną sytuację wywołaną przez pandemię, do obu naszych DPS-ów w Miliczu i Krośnicach, wstrzymaliśmy przyjęcia nowych pensjonariuszy, mimo że ostatnio zwolniły się miejsca - mówi starosta Sławomir Strzelecki. 

W Miliczu inne problemy
Na szczęście, dotąd ani jednego podejrzenia nie zanotowano dotąd w Domu Pomocy Społecznej w Miliczu, w którym mieszka, na co dzień 123 seniorów, a średnia wieku mieszkańców wynosi ok. 78 lat. Tutaj zatrudnionych jest ponad 70 osób, w tym prawie 50 w Zespole Terapeutyczno-Opiekuńczym. - W tym właśnie dziale mamy największe niedobory kadrowe. Część załogi odeszła z różnych powodów na zwolnienia lekarskie. To mocno utrudniło pracę pozostałym pracownikom, którzy pomimo dużego obciążenia pracą, zmuszeni byli wziąć kolejne obowiązki swoich koleżanek i kolegów, których nie ma teraz w pracy - mówi dyrektor Anna Milian. Przed epidemią pracowało też 7 pielęgniarek, jednak teraz z uwagi na duże zagrożenie epidemiczne nie powinny pracować w DPS-ie, gdy pracują w innych podmiotach medycznych. - Od środy groziło nam widmo pozostania bez opieki pielęgniarskiej w dni robocze, gdyż nasza jedyna etatowa pielęgniarka w drugiej połowie miesiąca ma pracować w swoim głównym zakładzie, szpitalu - mówi dyrektor Anna Milian dodając, że pomoc w rozwiązaniu tego problemu zaoferował starosta Sławomir Strzelecki.  
Pomimo tak trudnego czasu załoga DPS-u robi wszystko, by życie w Domu było w miarę normalne, ale i bezpieczne. Wszystkie świetlice, biblioteka, jak i stołówka są zamknięte. Natomiast posiłki z własnej kuchni dostarczane są mieszkańcom do pokoi po to, by ograniczyć im kontakt z innymi osobami. Od ok. dwóch tygodni wszyscy chodzą w maseczkach, a pracownicy także w rękawiczkach. W wielu punktach Domu zamontowano dozowniki z płynem dezynfekcyjnym do rąk, a dostęp do niego mają mieszkańcy, jak i personel. 
- Na dzień dzisiejszy brakuje nam wielu rzeczy. Najbardziej jednak potrzebujemy: rękawic jednorazowych, fartuchów i czepków ochronnych, urządzeń do dezynfekcji powierzchni, termometrów bezdotykowych  oraz przyłbic. Nie mamy też ani jednego kombinezonu ochronnego. Stąd cieszymy się z każdej pomocy, nawet, jeśli jest to np. niepełna paczka rękawic czy kilka maseczek uszytych dla nas - mówi dyr. Anna Milian i dodaje, że sytuacja finansowa DPS-u w Miliczu już wcześniej, bez zagrożenia epidemicznego, była bardzo trudna, gdyż jest to najtańszy taki ośrodek w Polsce prowadzony przez jednostkę samorządu terytorialnego. Stąd bardzo często brakuje funduszy na bieżącą działalność, a co dopiero na nowe wydatki związane z pandemią. 
 
Alicja Szczepańska-Sikorska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5634