www.glosmilicza.pl

:: Skarga na milicki oddział psychiatrii
Wiadomość dodana przez: jsl (2020-05-14 09:56:59)

Mieszkaniec Sycowa, Tadeusz Mąka złożył w Milickim Centrum Medycznym skargę na działanie pielęgniarki oraz kierownika oddziału psychiatrii w Miliczu. Sycowianin zarzuca personelowi medycznemu nieudzielenie pomocy pacjentce, narażenie zdrowia i życia pacjentki oraz jego samego oraz narażenie matki i jego na zarażenie koronawirusem. Szpital sprawę bada od tygodnia.

Jak relacjonował nam Tadeusz Mąka z Sycowa 28 kwietnia ok. godz. 18 wezwał karetkę pogotowia do swojej 90-letniej matki Marianny, która zachowywała się agresywnie i stwarzała zagrożenie dla siebie oraz innych osób, a kontakt z nią był niemożliwy. Na miejsce przyjechała karetka pogotowia oraz policjanci, gdyż w wezwaniu była mowa o agresywnym zachowaniu kobiety. Ratownicy medyczni podjęli decyzję o przewiezieniu pacjentki na oddział psychiatryczny milickiego szpitala. 
Już ok. godz. 21.15 do pana Tadeusza zadzwonić miał kierownik oddziału psychiatrycznego Krzysztof Klementowski, który poinformował syna, że jego matka nie została przyjęta na oddział i powinien przyjechać do Milicza i odebrać ją ze szpitala. 
Okazało się, że ze względu na reżim epidemiologiczny badanie odbyło się w karetce pogotowia. 
Lekarz stwierdził u pacjentki otępienie, które nie poddaje się leczeniu i jest przeciwwskazaniem do przyjęcia na oddział psychiatryczny. Jednocześnie w dokumencie z konsultacji psychiatrycznej lekarz napisał, że konsultacja psychiatryczna pacjentki jest wskazana w najbliższym możliwym terminie i pacjentka powinna pozostać pod stałą opieką poradni zdrowia psychicznego. Lekarz zasugerował też synowi kontakt z Poradnią Zdrowia Psychicznego przy SP ZOZ Przychodnia w Sycowie. 
- Prosiłem pana doktora o przetrzymanie mamy do dnia jutrzejszego z uwagi na późną porę i dużą odległość z Sycowa do Milicza, to jest ok. 60 km. Pan doktor był nieugięty i stanowczo oświadczył, że jeżeli nie przyjadę, to wyśle karetkę ze szpitala w Miliczu i obciąży mnie kosztami dojazdu, ponadto stwierdził, że powiadomi policję w Sycowie o braku opieki nad matką – relacjonował pan Tadeusz. Do szpitala przybył ok. godz. 22.30. 
- Po przekroczeniu progu szpitala zastałem kierownika oddziału, pielęgniarkę oraz mamę. Mama ubrana była w maseczkę ochronną, którą otrzymała od ratowników medycznych. Lekarz i pielęgniarka nie mieli żadnych środków ochrony osobistej, maseczek, rękawiczek czy fartuchów ochronnych – relacjonuje pan Tadeusz. Zbulwersowany tą sytuacją Tadeusz Mąka zaczął nagrywać personel telefonem. 
Na trwającym minutę filmie widać, jak kierownik oddziału wychodzi z holu szpitala. Przychodzi natomiast pielęgniarka, która następnie wychodzi przed szpital. Tam przed samochodem syna stoi sama pani Marianna. Pielęgniarka, bez żadnych środków ochrony, bierze pacjentkę pod rękę i wraca z nią do holu szpitala. 
Pan Tadeusz uważa, że zagrożone było zdrowie i życie jego oraz mamy. - Oboje byliśmy narażeni na zachorowanie koronawirusem. A ja narażony byłem na niebezpieczeństwo, gdyż zmuszony byłem wracać sam samochodem z mamą, która tego dnia zachowywała się agresywnie. Nie zostawię tak tej sprawy – zapowiada pan Tadeusz.
W poniedziałek 4 maja przesłaliśmy do Milickiego Centrum Medycznego pytania w tej sprawie. Tydzień później, w poniedziałek 11 maja, udostępniliśmy też rzecznik prasowej szpitala nagranie, na które powołujemy się w artykule. – Postępowanie wyjaśniające w sprawie skargi nadal trwa, ale sądzę, że do końca tygodnia się zakończy i wówczas udzielimy Państwu wyczerpującej odpowiedzi – odpowiedziała nam rzecznik prasowa Barbara Dominik-Doganowska. To na tę chwilę cały komentarz milickiego szpitala. Do sprawy wrócimy, gdy tylko otrzymamy odpowiedź z Milickiego Centrum Medycznego.
Agnieszka Jezierska




adres tej wiadomości: www.glosmilicza.pl/news.php?id=5638