LOGO
Niezależny tygodnik powiatowy gmin: Cieszków, Krośnice, Milicz

W sprzedaży od 22.06.2022

IMG

Licznik odwiedzin

2 488 187

Ostatnie komentarze

Aktualności

Odbudowali dom po wichurze

131 👁️ 1 💬
0
0

Tylko zalogowani użytkownicy mogą reagować na artykuły.

Zaloguj się
1 / 3
2 / 3
3 / 3

Dzięki pomocy sąsiadów, rodziny i ludzi dobrej woli małżonkowie odbudowali dom

Halina i Tadeusz Łęccy z Baranowic z pomocą dzieci, rodziny, sąsiadów i ludzi dobrej woli w dwa miesiące odbudowali swój dom po nawałnicy, jaka przeszła nad naszym powiatem 17 lutego. Wichura zerwała dach i ściany szczytowe budynku. - Oby więcej takich nieszczęść nie było. O to się teraz modlimy - mówią małżonkowie, którzy za kilka miesięcy obchodzić będą 50. rocznicę ślubu.

Baranowice to najdalej wysunięta na zachód wieś w gminie Milicz. Do dziś na dawnej granicy polsko-niemieckiej zachowało się we wsi przejście graniczne ze szlabanem z lat 1920-1939. Teraz to granica między województwem dolnośląskim a wielkopolskim. Na krańcu wsi w ostatnim domu mieszka rodzina Łęckich. To na ich posesji i w ich domu szalejąca wichura wyrządziła największe szkody. 

 

To były trzy minuty
Na parterze domu z nieużytkowym poddaszem mieszka starsze małżeństwo Halina i Tadeusz Łęccy z dorosłą córką Izabelą. Dramatycznej nocy nie zapomną nigdy. – Tego dnia nie da się zapomnieć. To było 17 lutego, w dzień urodzin naszego najmłodszego syna Arkadiusza. Godzina 4.45 nad ranem. Wystarczyło kilka chwil i zostaliśmy bez dachu nad głową. Dosłownie, bo wichura całkowicie go zerwała – mówią Łęccy, a na samo wspomnienie tamtych chwil ocierają łzy z oczu.  –Wichura tak szalała, że nie mogliśmy oka zmrużyć. Leżeliśmy w łóżku, ale spać się nie dało – mówi pan Tadeusz. – W pewnym momencie poszedłem do łazienki i jak wychodziłem z niej usłyszałem potężny huk. Nie zdążyłem nawet wrócić do pokoju, krzyknąłem tylko, aby wszyscy uciekali. To były trzy minuty potężnego rumoru. Wtedy nie wiedziałem, co się dzieje. Pierwsza myśl była taka, że wichura powaliła rosnącą obok domu lipę na nasz budynek. Ale gdy wyszliśmy przed dom, złapaliśmy się za głowy, bo nie było już dachu i wszystko ze strychu fruwało po podwórku. Chwilę później runęła pierwsza ściana szczytowa, na szczęście poleciała na zewnątrz, a nie do środka. Druga poleciała dzień później, do ogrodu – opowiada pan Tadeusz, który natychmiast powiadomił o tragedii synów, a potem straż pożarną. – Pierwsi dotarli druhowie z OSP Olszy, chwilę później OSP Ostoje z woj. wielkopolskiego, a potem dojechały pozostałe jednostki z PSP Milicz na czele. Strażacy bardzo nam pomogli, przede wszystkim okryli dom plandeką. Byli bardzo zaangażowani, choć cały czas wiało i padał deszcz - mówią małżonkowie. W ciągu dnia przyjechali do nich też urzędnicy ze sztabu kryzysowego i Ośrodka Pomocy Społecznej w Miliczu z dyrektor Martą Markowską. Ale wcześniej przybiegli też sąsiedzi. – Pierwszy był sąsiad Witold Nowacki, potem Dariusz Piwelek, a potem cała wieś z sołtysem Marianem Kowalskim na czele. Oferowali pomoc i pocieszali. Odwiedziło nas tyle ludzi, że przez miesiąc tylu do nas nie przychodzi. Dużo się tego dnia działo, bo jedni przyjeżdżali, inni odjeżdżali. Najgorzej było wieczorem, jak człowiek sam z tym nieszczęściem został, ale, na szczęście, mamy dzieci i na nie mogliśmy liczyć – mówią małżonkowie, którzy w pierwszą noc znaleźli schronienie u swojej sąsiadki. 

 

Udało się z pomocą ludzi
Dom państwa Łęckich ma ponad 100 lat. To dom rodzinny pana Tadeusza. Tu się wychował i tu potem zamieszkał ze swoją żoną Haliną, która pochodzi spod Warszawy. Poznali się na zabawie wiejskiej, gdy Halina przyjechała odwiedzić siostrę w pobliskiej Olszy. Utrzymywali się z 12-hektarowego gospodarstwa. Hodowali też świnie, krowy, konie. Doczekali się czworga dzieci: Izabeli, Beaty, Arkadiusza i Krzysztofa. Od dawna są na zasłużonej emeryturze. – Dzisiaj to takie dziwne czasy. Zmieniło się wszystko, choćby w gospodarce. Kiedyś praca szła wolniej, w polu pracowały konie, ale czas na rozmowę z sąsiadami zawsze był, a teraz mamy traktory i maszyny, ale czasu na rozmowę nie ma już wcale. Dobrze, że ta rodzina jeszcze jest, dzieci, wnuczki. Uwielbiamy spędzać czas rodzinnie w naszym domu. A jak trzeba rozweselić towarzystwo, to i na akordeonie chętnie pogram – mówi pan Tadeusz i opowiada, jak jesienią ubiegłego roku przyszedł czas na większy remont jego rodzinnego domu. 
- Stara poniemiecka dachówka już od dawna się sypała i zaciekało nam do domu, więc z pomocą syna wymieniliśmy ją na blachodachówkę. Postawiliśmy nowe kominy z klinkieru, ale długo nowym poszyciem dachowym się nie nacieszyliśmy. Remont był we wrześniu, a w lutym jeden podmuch wichury wszystko sprzątnął – opowiada pani Halina. – Wszystko wymieniliśmy, pozostały tylko krokwie poniemieckie, i to właśnie one strzeliły. Wiatr je dosłownie wyrwał – dodaje syn Krzysztof, który nadzorował cały remont dachu. – W najgorszych snach nam się nie śniło, że za chwilę będziemy musieli dach remontować jeszcze raz. Zamartwialiśmy się, skąd na to wziąć pieniądze. A koszt odbudowy dachu i ścian szczytowych to ponad 80 tys. zł. 
Ale udało się z dużą pomocą rodziny, sąsiadów i wielu ludzi dobrej woli. 
Po wichurze cała wieś przyszła do Łęckich pomagać przy sprzątaniu obejścia. Zbierali rozrzucone blachy i cegły ze ścian szczytowych. Sołtys zorganizował też zbiórkę we wsi. Mieszkańcy Baranowic przekazali rodzinie 3 tys. zł, a sąsiedzi, którzy się budują we wsi, przywieźli materiały budowlane. – Gdyby nie sąsiedzi i ludzie z wioski, nie mielibyśmy z czego zacząć remontu domu. Jak ruszyła pierwsza pomoc, to i w nas wstąpiła nadzieja, że się uda, że tu jeszcze wrócimy – mówią wzruszeni małżonkowie. I wymieniają kolejnych darczyńców, bo zbiórki dla nich odbyły się też w sąsiednich wioskach. Mieszkańcy Olszy uzbierali dla nich ponad 1,5 tys. zł, a wielkopolska wieś Sowy – 400 zł. Z apelem o pomoc wystąpiło też PCK z Milicza i na koncie bankowym udało się zebrać 2.950 zł, co przeznaczono na zakup m.in. przewodów prądowych, płyt gipsowych, farb, impregnatu. Ponad 2 tys. zł zebrali pracownicy jednej hali zakładu meblowego Bodzio w Goszczu. Ponad 1 tys. zł zebrano na portalu internetowym zrzutka.pl. Z kolei Ośrodek Pomocy Społecznej w Miliczu przekazał im jednorazową zapomogę w wysokości 6 tys. zł. 
- Wszystkim ludziom dobrej woli, sąsiadom, pracownikom firm, mieszkańcom Baranowic i okolicznych wsi sąsiedzkich bardzo dziękujemy za pomoc. Dziękujemy też sąsiadowi Witoldowi Nowackiemu, który użyczył nam na czas budowy prąd. Bardzo dużo nam pomógł też sąsiad Piotr Łatacz z Wrocławia oraz Paweł Leśny. Dziękujemy firmie Pieprzyk z Rawicza, która pocięła nam całą wywiązkę na nowy dach. W odbudowie domu pomogli fachowcy z firmy Thomas z Odolanowa oraz murarze z firmy Juskowski z Sarnowa, którzy przerwali swoje wcześniejsze prace i przyszli do nas pracować, byśmy jak najszybciej mogli wrócić do domu. Wszystkim jesteśmy bardzo wdzięczni i jeszcze raz bardzo dziękujemy za pomoc, zaangażowanie, dobre słowo, za wszystko – dziękują z całą rodziną małżonkowie Halina i Tadeusz. 

 

Byle było spokojnie
Dzięki pomocy ludzi i dzięki solidnym fachowcom, firmom i sklepom, które zgodziły się poczekać z płatnością za materiały i usługi, udało się odbudować dom w dwa miesiące. Było to też możliwe, bo syn Łęckich zaciągnął kredyt na 30 tys. zł. - Teraz wszystko mamy nowe i porządnie wykonane. Mamy nowy wieniec zalany, nową wiązkę, łaty i nową blachę. Odbudowaliśmy również szczyty, wykorzystując starą poniemiecką cegłę, którą sami czyściliśmy. I nowe kominy – pokazują. Jedynie zawiodła ich firma ubezpieczeniowa, w której od lat ich dom jest ubezpieczony na 120 tys. zł. Za straty spowodowane przez wichurę ubezpieczyciel wypłacił im jedynie... 30 tys. zł. – Tyle to nas kosztowała sama blachodachówka, łaty, kominy i robocizna. A gdzie reszta, i to przy dzisiejszych cenach? Rzeczoznawca tłumaczył nam, że jak dom ma ponad 100 lat, to inaczej się liczy, a przecież czy dom ma tyle lat, czy tyle, to do każdego materiały budowlane są w tej samej cenie – mówią  rozczarowani. 
Najważniejsze, że już są z powrotem w swoim domu. Prace remontowe poszły tak szybko, że udało im się wrócić na święta wielkanocne i spędzić je w gronie rodzinnym. A w styczniu przyszłego roku czeka ich 50. rocznica ślubu, którą też planują wyprawić w domu. 


Dzisiaj mają już tylko jedno życzenie. – Oby się to już nigdy więcej nie powtórzyło. Wie pani, teraz, w miniony piątek, jak tak mocno wiało, to znów nas taki niepokój ogarnął, a serce tak łomotało, że w ogóle miejsca nie mogliśmy sobie znaleźć. Teraz byle tylko spokój był, i zdrowie, i bez żadnych już takich strasznych niespodzianek – mówią zgodnie małżonkowie.        

Zaloguj się, aby zostawić komentarz i ocenić artykuł...

Oceny

0
0

Tylko zalogowani użytkownicy mogą reagować na artykuły.

Zaloguj się

Komentarze

ania1990 - 2022-06-01, 09:57
0
0

Tylko zalogowani użytkownicy mogą reagować na komentarze.

Zaloguj się

    Szczęście w nieszczęściu... niewyobrażam sobie zostać bez dachu