Strict Standards: Static function ReactableEntity::get_entity_id_field() should not be abstract in /home/srv64662/domains/glosmilicza.pl/public_html/data_base/dto/reactable_entity.php on line 7

Strict Standards: Static function ReactableEntity::get_reactions_table_name() should not be abstract in /home/srv64662/domains/glosmilicza.pl/public_html/data_base/dto/reactable_entity.php on line 8
Leszczowe marzenia
LOGO
Niezależny tygodnik powiatowy gmin: Cieszków, Krośnice, Milicz

W sprzedaży od 21.02.2024

IMG

Licznik odwiedzin

2 879 391

Ostatnie komentarze

Dolina Baryczy

Leszczowe marzenia

182 👁️ 0 💬
0
0

Tylko zalogowani użytkownicy mogą reagować na artykuły.

Zaloguj się

Nad rzeczką, opodal krzaczka, mroźno. Ale woda nie zamarzła. Jest jej sporo i płynie sobie wolno. Na płyciznach łowią czaple, mocząc swoje długie nogi. Mój rybi zakątek odwiedzają nawet płochliwe czaple białe. Są żarłoczne ptaszyska, więc są i rybki. Sprawdziłem. Zaciągnąłem po dnie swoim specjalnym podbierakiem. W moją pułapkę wpadło kilkanaście ryb, m.in. płoteczki, krasnopiórki, okonki i jazgarze, a także sporo linków i… błotnistego mułu. W tym małym wodnym bogatym ekosystemie aż się roi od niespodzianek.

Moja rzeczka widziała już niemal wszystko, co związane jest z wodą –ptaki, płazy i gady, bobry, wydry, norki amerykańskie, piżmaki, no i oczywiście ryby. Ale nie wszystkie gatunki. Brakuje mi m.in. leszczy, które jeszcze w latach 70. dominowały w Baryczy. Sporo ich było niemal we wszystkich stawach. Dziś zniknęła z wód Doliny Baryczy ta wspaniała karpiowata ryba, a szkoda. Może warto by wskrzesić tę rybę. Skoro się udało z karasiem pospolitym, to może warto spróbować i z leszczem.


Ryby łowię wszędzie. Ale ciągle mam przed oczami wielkie jezioro w suwalskiej puszczy. Na nim zielona drewniana łódź zakotwiczona przed świtem. W łodzi oczywiście ja, moje sędziwe wędziska i podbierak, stary plecak, zanętowe kule wyrabiane z gotowanych w mundurkach ziemniaków. Słońce jeszcze nie wzeszło. Cisza i głęboka toń tworzą niepowtarzalną i tajemniczą atmosferę. O tej porze najczęściej na wodzie są łodzie wyłącznie prawdziwych wędkarzy. A najczęściej tylko jedna – moja. Oczywiście, łowię o tej porze na głębokości około 13 metrów leszcze patelniaki. Najczęściej do siatki trafiają takie ponad 3-kilogramowe. 


O leszczach pisałem już wielokrotnie, ale chcę dodać, że przełom sierpnia i września to najlepszy czas ich połowu. We wrześniu łowię w jeziorach rekordowe sztuki. Znad jezior wynieśli się już wakacyjni wczasowicze, więc ryby są bardziej ufne. Ale uwaga, mogą być nieobliczalne! Jednego dnia w solidnie zanęconym łowisku bez trudu łowi się kilkanaście leszczy, a niekiedy przez tydzień biorą ledwie patelniaczki, mimo że dalej spławiają się ogromne lechole, bezceremonialnie pokazując swe szaroczarne grzbiety. 
Tam, gdzie wrześniowym rankiem grzbiety przetaczają się z gracją na wodzie, warto zarzucić wędkę. Gdy jedni szukają leszczy idąc tropem ich spławiania się, drudzy twardo penetrują dno wszelakimi sondami, by znaleźć to, co najbardziej optymalne dla przyszłego sukcesu. Jeszcze inni przypływają w swoje dobrze znane miejsce. Każda metoda jest, ale tylko wtedy, gdy do domu wraca się z siatką pełną wielkich patelniaków. 
Ale nic tak źle nie działa na leszcza jak skoki ciśnienia atmosferycznego. Najwięcej brań i złowionych ryb można się spodziewać przy ciśnieniu ok. 1000 hPa. Powyżej tej wartości leszcze stają się leniwe, mniej ruchliwe i przeważnie podchodzą bliżej powierzchni. Często jednak przy większym ciśnieniu, silnym wietrze i dużej fali leszcze żerują bardzo intensywnie, kładąc na wodę spławiki i... o to właśnie chodzi.


Leszcze bardzo nie lubią zmiennej pogody. Gdy raz pada, a raz świeci słońce, stoją wtedy kilka metrów od dna lub podpływają pod strome nawietrzne brzegi. Tu, na granicy z płaskim dnem, jeszcze dzień, dwa przed ustabilizowaniem się pogody, ciągle przy dużej fali, zaczynają nadrabiać kilkunastodniowy post. Warto wtedy nęcić w takich miejscach grubymi ziemniakami i makaronem. Gdy jednak wiatr ustanie, leszcze zejdą głębiej, na około 10 metrów, by tam szukać spokojnego żeru.


Największego leszcza złowiłem z 12-metrowej głębi w Jeziorze Głębokim koło Międzyrzecza – miał 78 cm długości. A było to niemal 40 lat temu. Jednak to niegdyś piękne jezioro znika od ponad dekady. W miejscu, gdzie dziś na plaży rośnie trawa, kiedyś ludzie kąpali się, a z pomostów można było łowić piękne płocie. To smutna kolej rzeczy – Lubuskie jest przykładem zmian klimatycznych. Następuje stepowienie, wody ubywa w wielu jeziorach, a zimy są bezśnieżne.

Do zobaczenia nad wodą.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz i ocenić artykuł...

Oceny

0
0

Tylko zalogowani użytkownicy mogą reagować na artykuły.

Zaloguj się

Komentarze

Brak komentarzy do tej publikacji.